Opublikowano 2 komentarze

Siusianie na zapas to zły nawyk

siusianie na zapas to nie jest dobra strategia - młoda ubrana na biało ciemnowłosa kobieta siedzi na toalecie i oddaje mocz

Chodzisz do toalety, żeby wysiusiać się „na zapas”? Przestań to robić!

Siusianie na zapas to dość częste zjawisko. Nie dlatego, że czujesz potrzebę oddania moczu, ale dlatego, że obawiasz się kłopotów w tym zakresie. Jakich kłopotów? Na przykład takich, że za jakiś czas znajdziesz się w obcym otoczeniu, z dala od toalety – i wtedy zachce Ci się siku. Utkniesz w komunikacji miejskiej. Albo w samochodzie, stojącym w korku. Albo w sklepie, który nie udostępnia gościom takiego luksusu, jak łazienka – a pęcherz będzie się wielkim głosem domagać opróżnienia.

Skąd pomysł siusiania na zapas?

To okropne uczucie, kiedy bardzo, ale to bardzo chce Ci się siku, ale nie masz możliwości, by sobie ulżyć. Czujesz, że pęcherz zaraz Ci pęknie. Że już dłużej nie wytrzymasz. Że, jeśli zrobisz krok, nie zapanujesz nad wypływem moczu. Ale musisz. I męczysz się tak, aż do najbliższej toalety.

Większość osób, które choć raz przeżyły taką (wcale nierzadką) sytuację, chciałoby uniknąć powtórki. Jednym ze sposobów zapobiegania owej powtórce jest właśnie profilaktyczne odwiedzanie toalety „na zapas”. Czasem uprawiamy taką profilaktykę przed wyjściem na zakupy (wiele osób nie załatwi się w publicznej toalecie, nawet jeśli jest dostępna). Czasem robimy to przed pójściem spać (żeby nas pęcherz nie budził). Czasem uprawiamy taką „profilaktykę” przed służbowym spotkaniem (żeby nas nic nie rozpraszało). Powodów jest wiele, wyjaśnienia nawet mają ręce i nogi – ale takie zachowanie nie służy pęcherzowi.

Skutek może Cię zaskoczyć

Choć siusianie na zapas wydaje się sprytną i niegłupią strategią, wcale takie sprytne nie jest. Dlaczego? Bo może mieć negatywne skutki dla Twojego intymnego dobrostanu. Okazuje się, że oddawanie moczu zanim poczujesz, że masz naprawdę pełen pęcherz, może z czasem doprowadzić do sytuacji, w której będziesz czuć potrzebę siusiania częściej, niż do tej pory. Czyli osiągniesz skutek odwrotny do zmierzonego, a efekty będą Ci się dawały we znaki na co dzień!

Co mówią na ten temat urolodzy?

Zacznijmy od tego, że pęcherz dorosłej osoby ma pojemność od 300 do 450 ml (czyli od nieco ponad szklankę do prawie dwóch szklanek). Jest parę zjawisk fizjologicznych, które mogą tę pojemność zmniejszać, np. ciąża czy przepełnione wskutek zaparcia jelita mogą naciskać na pęcherz, sprawiając, że rośnie w nim ciśnienie. Wtedy mózg, który odbiera od ścianek pęcherza sygnały, szybciej uzna, że pęcherz jest pełen. I możesz mieć uczucie silnej potrzeby oddania moczu przy mniejszej ilości płynu w pęcherzu. Ale to zjawisko tymczasowe i mija wraz z urodzeniem dziecka czy porządnym wypróżnieniem się.

Większość zdrowych dorosłych osób oddaje mocz 6-8 razy w ciągu doby. A dokładniej: tyle razy odwiedzą toaletę, jeśli piją tyle, ile trzeba (czyli co najmniej 1,5 litra płynów). Im więcej pijesz, tym częściej siusiasz – to akurat żadne zaskoczenie.

A co z nietrzymaniem moczu?

Praktykowanie siusiania na zapas może mieć sens w przypadku osób, cierpiących na nietrzymanie moczu. Te osoby mają problem z utrzymaniem moczu w pęcherzu nawet wtedy, kiedy nie jest przepełniony. Problem jednak często narasta w miarę, jak pęcherz się zapełnia – a więc im jest pełniejszy, tym nietrzymanie moczu staje się dokuczliwsze. I pęcherz nie musi być do tego pełen po brzegi; wystarczy, że jest napełniony np. w połowie. Dlatego przy nietrzymaniu moczu warto czasem siusiać na zapas, bo ryzyko „przecieknięcia” jest tym mniejsze, im mniej jest płynu w pęcherzu.

Czy w przypadku nietrzymania moczu siusianie „profilaktyczne” może mieć negatywne skutki? Może. Ale tutaj po prostu wybieramy mniejsze zło: już samo nietrzymanie moczu bywa dla wielu kobiet wstydliwym, traumatycznym doznaniem. Są więc gotowe zapłacić każdą cenę za to, by tego ambarasu uniknąć (tak na marginesie, to paniom z nietrzymaniem moczu bardzo polecamy bawełnianą wielorazowego użytku bieliznę na nietrzymanie moczu).

Będą problemy!

Trzeba bowiem wiedzieć, że strategia siusiania na zapas może okazać się problematyczna. Częste stosowanie tego zwyczaju może uwarunkować (czyli nauczyć) mózg, że oddawanie moczu przy niezupełnym wypełnieniu pęcherza jest właściwą reakcją. Mózg po prostu zapamięta, że kiedy moczu jest w pęcherzu tyle a tyle, trzeba się go pozbyć. I zacznie wysyłać sygnał „musisz siusiu!” – choć pęcherz pełen nie jest i oddawać moczu właściwie jeszcze wcale nie trzeba… To tak, jakbyś trenowała swój pęcherz do częstszego siusiania, czyli do odczuwania potrzeby oddawania moczu przy mniejszych ilościach płynu w pęcherzu.

Znasz ten problem?

Jeśli rozpoznajesz w powyższym opisie swój problem, to mamy dla Ciebie dobre wieści: jest kilka rzeczy, które możesz zrobić, żeby „przekalibrować” swój pęcherz i odczucie częstej potrzeby oddawania moczu.

Po pierwsze – i to jest bardzo ważne – musisz się dobrze nawadniać

Niektóre osoby zmniejszają ilość spożywanych płynów, by rzadziej czuć parcie na pęcherz. Ale nie tędy droga! Unikanie picia ma efekt odwrotny od zamierzonego, bo kiedy za mało pijesz, Twój wtedy mocz jest bardziej zagęszczony – a zagęszczony mocz bywa dla pęcherza po prostu drażniący. Jest w nim bowiem wyższe stężenie różnych substancji z jedzenia i picia, a niektóre potrafią podrażniać ścianki pęcherza (np. składniki cytrusów). Taki podrażniany od środka pęcherz będzie wołała o opróżnienie częściej – a nie rzadziej.

Trenuj pęcherz

Jak? Nie pędź do toalety, jak tylko poczujesz, że być może chce Ci się siku. Wytrzymaj trochę. Nie chodzi o to, żeby wstrzymywać się od oddawania moczu długo, bo to nie jest zdrowe. Chodzi raczej o to, żeby nie biec nerwowo do łazienki przy najmniejszym odczuciu, że w pęcherzu coś jest. Często to nie tyle pęcherz domaga się opróżnienia, ale to my mamy „w głowie” przekonanie, że lepiej go na wszelki wypadek szybko opróżnić. No i, oczywiście, nie wypróżniaj pęcherza „na zapas”: nie siusiaj na siłę przed snem czy przed wyjściem z domu.

Ćwicz mięśnie dna miednicy

Możesz robić ćwiczenia Kegla. Ważne, by nauczyć się panować nad mięśniami dna miednicy na tyle, by umieć je nie tylko zaciskać, ale i relaksować na życzenie. Zrelaksowane mięśnie wokół pęcherza oznaczają mniejsze ciśnienie w jego wnętrzu i mniejszą (rzadszą) potrzebę siusiania, zgłaszaną przez mózg.

Jeśli te metody nie przyniosą rezultatów, poszukaj pomocy

Jeśli Twoje życie kręci się wokół pęcherza i wizyt w toalecie, potrzebujesz konsultacji specjalisty, np. urologa lub uroginekologa. Być może trzeba sprawdzić, czy nie cierpisz na jakieś problemy, związane z chorobami dróg moczowych. Wiele z nich objawia się właśnie tzw. częstomoczem, czyli zwiększoną częstotliwością wizyt w toalecie. Zazwyczaj towarzyszą tej potrzebie też inne objawy, np. pieczenie i/lub szczypanie przy siusianiu czy skąpomocz (choć bardzo chciało CI się siku, oddajesz małe ilości moczu). Ale niekoniecznie musi tak być – czasem częstomocz jest pierwszym lub jedynym objawem problemów z drogami moczowymi.

2 komentarze do “Siusianie na zapas to zły nawyk

  1. Nie da się najeść, napić, ani załatwić potrzeb fizjologicznych „na zapas”. Pamiętam, jak na studiach dziewczyny często siusiały w czasie sesji – to efekt pobudzenia nerwów autonomicznych. Toaletowym problemem dla większości ludzi jest raczej „dwójeczka”… Przez długie lata myśl o konieczności wypróżnienia się poza domem wzbudzała we mnie zawstydzenie. Jednak kilka razy bardzo zachciało mi się kupę w szkole czy na fitnessie – to poszedłem do ubikacji i zrobiłem, co trzeba. Pozdrawiam.

    1. Bardzo słuszna uwaga – nie da się tego zrobić na zapas. I właśnie na to chcemy zwrócić uwagę – bo wiele kobiet, niestety, tak robi – bo się boją, że im się zachce nieco później, a wtedy nie będzie warunków (ostatnio jedna z klientek pisała, że spędziła „na zapas” sporo czasu w łazience przed podróżą, bo się bała, że w ciągu czterogodzinnej trasy będzie musiała iść do toalety na stacji benzynowej – a przecież pandemia…). Tymczasem np. takie „zapasowe” opróżnianie pęcherza nic nie daje, bo jeśli organizm będzie miał czego się pozbyć, i tak zawoła…
      „Dwójeczka” jest chyba problemem tylko z tego powodu, że tu działa albo wstyd (że ktoś nas usłyszy, ew. poczuje), albo obrzydzenie przy korzystaniu z publicznej toalety. Natomiast znacznie trudniej jest zrobić „dwójeczkę” na zapas, bo jelita albo chcą, albo nie – i koniec… Szczerze mówiąc, to chyba to dobrze rozumiemy 🙂 zwłaszcza tę część o wstydzie. I dziękujemy za poruszenie tematu, zrobimy tekst i o tym 🙂
      A tak w ogóle, to dzięki ogromnie za sam komentarz. Rzadko ktoś coś komentuje – a przecież my to piszemy dla ludzi (tak, SEO też, ale jednak głównie ludzie).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *